Radko i Bobry


Mścięcino w VII wieku należało do pierścienia grodów ostrzegających siedzibę księcia pana, Szczecin przed zbliżającymi się wrogimi wojskami. W grodzie nad Łarpią żył kilkunastoletni chłopiec, któremu rodzice nadali imię Radko, bo byli radzi z jego narodzin. Krótko cieszyli się dziecięciem, bo po paru latach zmarli. Sierotę przygarnęli dobrzy ludzie, których kiedyś nie brakowało.

Pewnego dnia wybrał się Radko na ryby. Usiadł w gęstych szuwarach nad rzeką i zarzucił przynętę. Brały same płocie, ale on czekał ciągle na szczupaka. Raptem usłyszał pisk w pobliskich krzakach. Bez namysłu rzucił wędzisko i zaczął skradać się do tajemniczego miejsca. Odgarnął gałęzie i zobaczył, że to lis dostał się po tamie do bobrowej chaty wynurzonej lekko z wody i atakował małe bobrzątko chcąc je porwać. Radko nie zwlekając zaczął rzucać w to miejsce kamieniami. Trafiał w wodę, ale to napastnika spłoszyło. Lis uciekł w głąb puszczy. Małe zwierzątko sparaliżowane strachem zamarło w bezruchu. Chłopiec zbliżył się, wlazł na tamę i zajrzał do gniazda. Ostrożnie wyjął kilka gałęzi, żeby bóbr miał bezpośredni dostęp do nurtu rzeki. Ten szybko z tego skorzystał i natychmiast odpłynął.

Radko chciał odejść, gdy nagle dostrzegł obok nóg niewielką sakwę podróżną. Kiedy otworzył mieszek znalazł w nim błękitny kamyczek i ciasno złożony kawałek pergaminu. Zaciekawiony spojrzał na rząd znaków pisma obrazkowego, których sentencja brzmiała:
„Jeśli będziesz w potrzebie – rzuć kamyk do wody i czekaj. Spotka cię szczęście”.

Czary jakieś czy co? Długo nad tym myślał i już nie wiedział czy to dar uratowanego zwierzęcia, czy może kupiec przechodzący brodem zgubił ten skarb, a może też stał się igraszką sił tajemnych. Nie wypuścił jednak zdobyczy z dłoni i szybko pobiegł do grodu.

Mijały lata Radko rozrósł się w barach, stał się silnym i rosłym młodzieńcem. Wstąpił do drużyny książęcej i został jednym z członków załogi czuwających w grodzie. Jak przed laty w chwilach wolnych od służby, lubił stawać na brzegu Łarpi z wędziskiem, bo naturę miał romantyczną, przepadał za puszczą, wodą i samotnością. Wybrał się tam okrężną drogą przez las. Wstrzymało go w marszu rżenie koni. Z nawyku zaczął się cicho skradać i raptem natknął się na obóz wojsk brandenburskich. Straże go nie dostrzegły, mógł więc niepostrzeżenie powrócić do grodu powiadamiając kasztelana o wyprawie groźnych napastników.

W mig rozpoczęto przygotowania do obrony. Nie brakowało strzał, kusz i łuków, były włócznie z ostrymi grotami, dostatek mieczy. Przydatny okazał się wrzątek wody i smoły, nawet pryzmy kamieni – otaczników rozłożonych wśród palisady. Rozpalono wielkie ognisko, aby dymem ostrzec Szczecin przed zbliżającym się wrogiem. Młodzieniec przypomniał sobie swoją dziecięcą przygodę i dziwnym darze bobra, porzucił wyznaczone mu stanowisko obrony i pobiegł nad rzekę. Wrzucił kamień w błękitną wodę i czekał.

Po chwili wynurzył się wielki bóbr, bystro patrząc na rycerza, ten wyłuszczył mu swoje obawy o gród. Nie usłyszał żadnej odpowiedzi tylko plusk ogona i zwierzę odpłynęło.

Nie minęło pół pacierza i raptem rzeką przeszła potężna fala, za nią druga i trzecia, jeszcze większa. Zaraz do uszu rycerza i obrońców kasztelani doszły dzikie wrzaski brandenburskich wojów, którym woda porwała namioty, konie, zatopiła oręż i rycerskie uzbrojenie. Powstałe wiry na Łarpie zbijały ich z nóg i ciągnęły w otchłań. Rżały i kwiczały tonące konie, przewracały się wozy i wszystko spływało w głąb, hen ku wielkiej Odrze. Radko przecierał oczy ze zdumienia. Sen to czy jawa? Patrzył z innymi słowiańskimi wojami za odpływającymi z wodą napastnikami, aż wody rzeki opadły. Potem poszedł w górę rzeki i tu zobaczył rozgrodzone bobrze tamy, przy których uwijała się chmara zwierząt. Po brandenburczykach nie zostało nawet śladu, tylko sprzęt wojenny poniewierał się po mokradłach.

Zbierał obfite łupy Radko, zbierali i inni wojowie. Cała drużyna i prości obrońcy wyszli za palisadę aby zobaczyć ten prawdziwy cud, bo choć słyszano szum wody, trzaski łamanych drzew, głosy przerażonego rycerstwa to jednak bano się tego co się tu stało. Zastany widok zdumiał wszystkich, a wielka ilość zdobycznej broni uradowała serca wojów. Mogli się teraz nie obawiać kolejnej napaści.

Wieść szybko doszła do grodu księcia pana w Szczecinie, ten rad z bohaterskiego czynu Radka ustanowił go kasztelanem w Mścięcinie, nadając mu przydomek Mściwój. Wydał też prawo chroniące pracowite zwierzęta i tereny przez nie zamieszkane.

Minęły wieki, mimo prawa ochrony, bobry tu wygięły. Teraz po trzynastu wiekach znów wracają na wody Roztoki Odrzańskiej, a Łarpa aby je przyjąć musi być oczyszczona po latach jej zapomnienia.


O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License